poniedziałek, 24 lipca 2017

Kolejne lipcowe spotkanie we Wrocławiu

Idąc za ciosem postanowiłyśmy się spotkać ponownie :) tym razem dołączyły do nas jeszcze Kalina i Ewa.

Nie obyło się jednak bez pogodowych komplikacji. Piękne poranne słońce nieoczekiwanie zmieniło się w istny tajfun. 
Myślałam, że nie uda mi się dotrzeć do dziewczyn. 
Miałam dojechać nieco później i trafiłam w samo epicentrum burzy. 
Kiedy byłam mniej więcej w połowie drogi, zaczęło kropić. Minutę później oberwała się chmura... Deszcz lał strugami przez dobrą godzinę. 
Na szczęście, w ostatnim momencie udało mi się schronić w galerii, także przeczekałam najgorsze i dołączyłam do reszty lalkowego towarzystwa :)

Co tu dużo mówić, czas na zdjęcia !
Kapcie liski wykonane przez Kalinę robiły istną furorę !
Na zakończenie przedstawiam wspaniałą trójeczkę Evi, którą obdarowała mnie Karolina.

 Dziękuję Ci Karolino raz jeszcze ! Maluchy są super czadowe!
Na pewno jeszcze o nich przeczytacie :)
Dziękuję dziewczyny za spotkanie ! Mam nadzieję, że niebawem uda się zorganizować kolejne :-) 
Do szybkiego!
Ola

niedziela, 16 lipca 2017

Spotkanie lalkowe w lipcu

Ostatnio blog Mangustowo obchodził piątą rocznicę istnienia. Okazja dobra, żeby się spotkać przy lalkowej kawie :) 

Zapraszam do fotorelacji!



To co mnie najbardziej zaskoczyło i jednocześnie zachwyciło to idealnie zachowane włosy opalonej Barbie plażowej Karoliny z lat 90'.

Są miękkie, lśniące i wyglądają jak po dobrej stylizacji u fryzjera ! Nie wiem w jaki sposób dwudziestoparoletnia lalka tak się zachowała, ale wielki szacun dla producenta!
[napis mówi sam za siebie]
Jedna z uczestniczek spotkania przybyła z wakacji w Mangustowie po przeszło dwóch latach ! Mowa o różowej kotce ze zdjęcia poniżej (=^-ω-^=)
[dziękujemy Karolinie za opiekę!]
Jak widać na załączonych obrazkach, wszystkie lalki chętnie korzystały z kąpieli słonecznych ☼ ☼ ☼
I na koniec Posey z serii Living Dead Dolls w nieco mroczniejszej scenerii... 
Jej taki klimat zdecydowanie pasuje ! 
A tak prezentowała się reszta dzisiejszej ekipy.
Za tydzień planujemy lalkowe poprawiny!

Do szybkiego !

sobota, 24 czerwca 2017

Heart Family

Postanowiłam, że kupię sobie lalkę. Zaczęłam zatem przekopywać internet, celem znalezienia czegoś godnego uwagi.

Efektem moich poszukiwań jest różowa blondyneczka z powyższego zestawu.Trzeba przyznać, że rodzinka na opakowaniu prezentuje się jak milion dolarów. Rodzice promienieją jak ludzie w tych wszystkich reklamach dotyczących cudownych specyfików, bez których nie możemy przeżyć dnia.

Śnieżnobiałe zęby, nienaganne fryzury i oczywiście standardowo - ładne, miłe, wzbudzające zaufanie twarze. To ludzie, z którymi chciałoby się zaprzyjaźnić i którym z powodzeniem można powierzyć opiekę nad zwierzęciem podczas wakacji. Ich dzieci oczywiście też nie pozostawiają nic do zarzucenia. Archetyp idealnego małżeństwa, zamieszkującego amerykańskie suburbia.

Dodatkowo parka z zestawu dorobiła się też synka, którego zakup obecnie rozważam. Nie są to jednak tanie sprawy- pamiętajmy, że seria pochodzi z lat 80' / 90'.
jak widzimy zestaw ma swój odpowiednik AA

Co zwraca szczególnie uwagę na te lalki ? Myślę, że w dużej mierze charakterystyczne pucołowate policzki (trochę jak u chomika ale ostatecznie takim maluchom to przecież pasuje) i piękne, przepiękne ubranka a'la lata 80. Poważnie! Stroje w tych zestawach są wspaniałe. Dotyczy to zarówno lalek dorosłych jak i dzieci. Po prostu czad! Dla samych ubranek warto pokusić się o zakup choć jednego egzemplarza. 

Na razie to by było na tyle - czas na zdjęcia ! 

Do szybkiego !
Ola

wtorek, 14 lutego 2017

Kelly vs. Shelly

Dzisiaj post ze specjalną dedykacją dla Inki, mianowicie post porównawczy.
Kelly vs. Shelly, czyli o co tak naprawdę chodzi?
Pewnie zauważyłyście, że oba imiona często pojawiają się w odniesieniu do tych maluchów, wprowadzając przy tym niemałe zamieszanie.

 Kiedy kupowałam swoje pierwsze egzemplarze sama nie do końca rozumiałam z czego to wynika. 
Stąd też ta niezwykle oryginalna nazwa użytkownika pod którym kryje się moja osoba - mianowicie "Kelly Shelly" (ostatecznie zakładając bloga zdecydowałam się na oba te imiona żeby nie popełnić gafy w tym zakresie).

No cóż, chodzi głównie o to, że laleczki o imieniu Shelly/ czy też z serii "Shelly Club" były wypuszczane na rynku europejskim, natomiast laleczki Kelly stanowiły co do zasady amerykańskie edycje :) A więc Shelly była po prostu odpowiednikiem dla amerykańskiej Kelly/ "Kelly Club".
Warto w tym miejscu dodać, iż stricte amerykańskich Kelly było w ostatecznym rozrachunku więcej.

Czasem maluchy wypuszczane były na obu kontynentach, 
w tej samej wersji, różniąc się przy tym nieznacznie... 
Nie kryły się więc za tym jakieś większe zmiany w ubiorze, uczesaniu, czy też samej koncepcji powstania lalki...
Shelly
Kelly
I znów Shelly :-)
....w większości różniły się bowiem nazwą na pudełku.
Dodatkowo warto zauważyć, iż imiona poszczególnych postaci z "Kelly/Shelly Club" również niejednokrotnie były zmieniane - amerykańska Melody to tak naprawdę europejska Susie.
Choć nie zawsze. Jak widzimy poniżej, nie było reguły - w tym wypadku Melody pozostała Melody :)
No a Tomcio - Tomkiem :-)

Bywało jednak tak, że niektóre egzemplarze nie miały swoich amerykańskich czy też europejskich odpowiedników.

I tutaj posłużę się przykładem moich księżniczek, które pojawiły się wyłącznie na rynku europejskim.
Jeśli wiecie coś więcej o różnych ciekawostkach związanych z rozróżnieniem na Kelly/ Shelly, zapraszam do dyskusji w komentarzach :)
Do szybkiego!
Ola

sobota, 4 lutego 2017

Bajka o Blajtkach

Trzy małe Blajtki ranka pewnego,
Chciały zrobić coś ciekawego,
Chwyciły czapki, ruszyły do drogi
I przyjechały w me skromne progi,
Krzątały się panny, wszystkiemu dziwiły
Lecz bardzo szybko zadomowiły...

Wybrały sobie miejsce w pudełku,
Choć pełno tam było lalek i zgiełku...
Krzyknęły Kelly, co to takiego?
Nie chcemy tutaj lalkostwa nowego...
Jesteście inne... z wielkimi głowami,
Małymi nóżkami, szklanymi oczami...
Nie pasujecie do dzieci Mattela,
Niech no się każda z pudełka zabiera ! 
Czemuż to moje małe kruszyny,
Blajtki to takie wesołe dziewczyny,
Są miłe, pomocne, wnet zobaczycie,
jak szybko się z nimi zaprzyjaźnicie!
Jak powiedziałam, tak też zrobiły 
i od tej pory w zgodzie już żyły...

Witajcie ! Po wielu tygodniach żmudnej przeprowadzki, wreszcie mam chwilę, żeby coś dla Was skrobnąć :) 
Buziaki,Ola

środa, 11 maja 2016

Lalkowe występki

Jak byłam mała niszczyłam lalki... 
Żadna nie dożyła szczęśliwie swoich dni !
Spytacie ... Jak to tak  ?
Cóż to za bestialstwo? 
Nie, żeby specjalnie...
Ja po prostu chciałam je czesać , przebierać... a potem znowu czesać... 
A i czasem malować pisakiem mi się zachciało ! 
( tak, zawsze miałam zacięcie do makijażu, tylko wtedy posługiwałam się metodami ludzi pierwotnych).

Któregoś razu uparłam się, że na jednej z najładniejszych Barbie jakie miałam...
( takiej wypasionej, co gotowała z mikserem) nauczę się robić warkocza dobieranego, którego kiedyś pokazała mi babcia... 
Miałam wtedy ok. 6 lat i wierzcie mi - nie miałam za grosz pojęcia o tym jak się robi dobieranego ! 

A, że byłam bezkrytyczna i uparta za dwóch, to maltretowałam biedną Barbie, dopóki nie wyglądała mniej więcej tak :

Całe szczęście chociaż mikser się uchował...

Tak, byłam istnym koszmarem kolekcjonerów...
Kiedy po paru latach wyrosłam ze swoich barbarzyńskich nawyków, pojawiło się moje rodzeństwo, które zmieniało w pył wszystko, czego tylko dotknęło na swojej drodze.

W ostatecznym rozrachunku nie zostały nam żadne lalki...
(tylko moja Baby Born, która na skutek reakcji chemicznej z Kretem, doznała efektu różowych oczu ).

Teraz w ramach zadośćuczynienia za doznaną krzywdę- zbieram lalki, szanuje lalki i daje lalkom drugie życie...

****
Dawno nie pisałam, ale ten rok jest dla mnie naprawdę bardzo pracowity, zarówno w zakresie naukowym jak i prywatnym, stąd też aż tak duży, niewyobrażalny zastój...  
Nie myślcie jednak, że o Was zapomniałam !
Jestem z powrotem , nadrabiam zaległości blogowe, a już dziś zapraszam do obejrzenia mojej małej Blythe w wydaniu wiosennym :-) 
buziaki, Ola

piątek, 26 lutego 2016

Szczęście działa na baterie słoneczne

W zeszły weekend wyszło słońce.
Po tylu dniach zimnej, obrzydliwej pluchy, w końcu się doczekałam !
Co prawda tylko przez parę godzin ... ale co tam! zawsze słońce! 
Nie wiem jak Wy, ale ja działam na baterie słoneczne i zmiany nastroju, odbieram wprost proporcjonalnie do zmian pogodowych.
Kiedy tak świeci od razu mam więcej energii do życia, więcej poweru do nauki, sprzątania, czy wykonywania najprzeróżniejszych rzeczy !
Nawet mejk w słoneczne dni, wychodzi mi jakoś lepiej...włosy szybciej się układają..
Co tu dużo mówić, wiosną i latem jestem jakby szczęśliwsza !
Moje lalki mają podobnie, dlatego  wyciągnęłam je z pudeł i zaniosłam do ogródka...
Po pierwsze żeby dziewczyny też zaznały nieco radości z tego pięknego dnia,
po drugie, aby zrobić zdjęcia mojej Skelicie w świetle promieni słonecznych !
Byłoby całkiem super, gdyby nie wredny wiatr, który przewracał dziewczyny średnio raz na minutę :P
Pogoda w ciągu tego tygodnia przeszła z kolei moje najśmielsze oczekiwania!  Wyobrażacie sobie iść rano na uczelnię w okularach słonecznych, a wracać w śnieżycy rodem z Grenlandii? :D
Buziaki, Ola
Szablon wykonała Sasame Ka dla Zaczarowane Szablony